Pokazywanie postów oznaczonych etykietą (W) Być jak On. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą (W) Być jak On. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2013

Duch Święty - co On nawyrabiał

Na przełomie maja i czerwca biskupi opuszczają swoje siedziby, by nawiedzać parafie w swojej diecezji. W Kielcach jest identycznie. Jednym z takich kościołów będzie ten, którym opiekują się bracia kapucyni. Przez cały rok kandydaci przygotowywali się poprzez niezliczoną liczbę różnych praktyk i sprawdzianów. Msze Św., nabożeństwa, modlitwy, egzaminy, indeksy. Czasami przypominało to wypełniony po brzegi sezon piłkarski. Jednak to co odróżnia ich od większości z nas to koniec okresu treningowego. Wtedy przystąpili do ostatniego zgrupowania. 70 kandydatów, 20 animatorów, masa rodziców. Trzy spotkania, 2,5 godziny każde, na tematy fundamentalne. Wszystko oparte na Kursie Alfa.

niedziela, 28 kwietnia 2013

Kapitan w bieli


Ostatnie mecze FC Barcelony i Realu Maryt w Champions League pokazały piękno footbool'u. Dokładniej jego nieprzewidywalność.  Ponad miesiąc temu Watykan również przypominał rozgrywki Ligi Mistrzów. Bukmacherzy ścigali się w obstawianiu faworytów. Media z ekscytacją podawały informacje na temat potencjalnych kandydatów. Z jednej strony - liczne komentarze, rozmowy ze specjalistami i przeszukiwanie historii. Z drugiej - oszczerstwa, podważanie autorytetu i traktowanie wszystkiego jako świeckich wyborów. Widz mógł pomyśleć, że Watykan stworzył jakąś własną ligę.

niedziela, 24 marca 2013

Z perspektywy osła


Dzisiejsza prasa katolicka zwróciła większość swoich stron w kierunku nowego Ojca Świętego. To oczywiście zrozumiałe, bo dla chrześcijan jest to wiadomość numer jeden. Odniosłem jednak wrażenie, że papież mógłby się poczuć jak osiołek z dzisiejszej Ewangelii. Myśląc, że to on jest w centrum zainteresowania.

Patrzmy na przykład na najnowszy nr „Niedzieli”. Oczywiście gorąco jej kibicuję, szczególnie, że na stronie 50 jest tekst mojego autorstwa (a jakże - o papieżu). Przeglądając dzisiejszy numer znalazłem tylko jeden tekst, na jedną czwartą strony, na temat rozważania Męki Pańskiej. Dla porównania papież zajmuje miejsce do strony 18. Właśnie zaczął się tydzień, który ma w sobie masę symboli, znaków i śladów, którymi można by się kierować. Nie bez przyczyny nazywa się go Wielkim. Zwróćmy wszyscy wreszcie uwagę nie na to, co robi Franciszek, a przez kogo to robi. Papież chce, żebyśmy się w tym czasie „zapatrzyli się” na Jezusa.

niedziela, 3 marca 2013

Modlitwa w akademiku E02

                Przerysowany problem „braku czasu”, jak mogliśmy zobaczyć, łączy się najczęściej z rozproszeniem. Najlepiej widać je, gdy włączamy komputer. Przyzwyczailiśmy się do tego, że strony internetowe są przeładowane zakładkami. Na jednej karcie wyskakuje nam pełno okien. Naturalna ciekawość człowieka kierunkuje go do kliknięcia w kilka z nich. One odsyłają do następnych i mamy codzienne rozproszenie, które przerzuca się później na normalne życie. 

piątek, 1 marca 2013

Habemus papam - mamy papieża

... spokojnie jeszcze chwila (beta)

                Nanni Moretti zapewne nie spodziewał się, że napisany przez niego scenariusz to nie do końca literacka fikcja. Okazuje się, że film „Habemus papam - mamy papieża” w obecnych tygodniach nabiera zupełnie innego znaczenia. Pokazuje nam portret pewnego człowieka w bardzo dojrzałym wieku, którego targają wątpliwości. Tak się składa, że przy swoim zaskoczeniu zostaje on wybrany na Stolicę Piotrową. Dodatkowo nie jest sobie w stanie z tym poradzić.

                Życie również pokazało, że potrafi pisać oryginalne scenariusze. Oczywiście Benedykt XVI przeżył wiele. Zaś każda jego decyzja była wielokrotnie przemyślana i przemodlona. Natomiast papież, o nieznanym nikomu imieniu, kieruje się swoimi uczuciami i myśli „chwilą”. To co jednak łączy filmową kreację z prawdziwą osobą to abdykacja. Film natomiast może nam przybliżyć właśnie uczucia naszego Ojca Świętego. Nie musimy rozumieć jego decyzji. Musimy jednak zrozumieć, że papież to przede wszystkim człowiek.

środa, 20 lutego 2013

Modlitwa w akademiku E01


                 Wpisując w przeglądarkę internetową pytanie - „Dlaczego ludzie się nie modlą?”, doszedłem do pewnego spostrzeżenia . Wujek google nakierował mnie na to, że my sami nie znamy odpowiedzi na to pytanie. XXI wiek pomieszał nasz sposób patrzenia na świat. Okazuje się, że lepiej radzimy sobie z pytaniem - „Dlaczego ludzie w ogóle się modlą?”. Internauci mają ciekawe spojrzenia. Może nie jest z nami jednak najgorzej. Bo przecież modlitwa jest jedną z potrzeb człowieka.

czwartek, 7 lutego 2013

Dziewczyny lubią brąz

... z dedykacją dla wszystkich kobiet

 

                Pomyślałem, że na ten wieczór przykryty grubą, świeżą warstwą puchu przyda się dłuższy artykuł. Zachęcam do pisania go razem ze mną, bo na koniec praca domowa. Ten tekst to taki wstęp do wstępów. Później możemy zacząć przeszukiwać różne źródła w celu uzupełnienia naszej wiedzy. Co może przerodzi się w jakąś relację. Ale po kolei.

                Od Taizé szybko nie uciekniemy. Myślę, że to uzupełnienie będzie dla wielu zadziwiające. Mianowicie wspomnienie śniegu jest nieprzypadkowe. W Rzymie mieliśmy okazję się opalać. Wiem, ze jestem okropny. Ale podczas sesji miło powspominać styczniowe leniuchowanie na trawie w promieniach słońca. Następnie wspomnieć o możliwości pojechania nad morze, z której wielu skorzystało. Wszystko na przełomie grudnia i stycznia. 


                O wpływie słońca na kobiety śpiewał już Ryszard Rynkowski. Czytając bez kontekstu tekst, otrzymujemy coroczny widok plaży. Nie ważne czy to Costa del Sol, czy Jurata. Nic nie robienie to motyw przewodni wypoczynku nadmorskiego. Wszystko powite słońcem. „Na szczęście wstaje dzień i słońce budzi się”. Najbardziej podkreślę kończące wersy. Próbując przesłać wam trochę brązu. 


                Kolor brązowy kojarzy się mi przede wszystkim z franciszkanami. Jak obcuje się z nimi większość życia to tak już jest. Właśnie o pierwszym z „brązowych” będzie ten artykuł. Właśnie tak dokonałem pierwszego tutaj „podprowadzenie Prokopa”. Zaczynając od śniegu, nawiązując do Rzymu, słońca, pana Ryszarda, brązu, franciszkanów, kończąc na św. Franciszku. Mój ulubiony prezenter uwielbia właśnie tak okrężne „podprowadzenie” do innego tematu programu.


                Wspomniałem w ostatniej części, że podczas powrotu z Rzymu odwiedziliśmy Asyż. Umbria przywitała nad wspaniałymi widokami. Nic więc dziwnego, że w pięknie przyrody rozkochał się nasz dzisiejszy święty. Właśnie o nim będzie ten felieton. O tej wolności, z którą wędrujemy w Lutym na blogu. Jest on również zapowiedzią drugiego numeru pisma DA FRAncesco. Właśnie w nim znajdziemy dzisiejszy artykuł.


                Pierwszy nr „Rzemyków” przedstawił sylwetkę Br. Rogera. Wspólnota „białego gołębia pokoju” rozrosła się w niesamowitym tempie. Zalała świat młodych chrześcijan poprzez Europejskie Spotkania Młodych Taizé. Br. Roger zapoczątkował wtedy cykl o nazwie „Patroni dla studentów”, pokazując nam co może zrobić człowiek będący we wspólnocie. Zostajemy przy „grupach (przez Boga) zorganizowanych”. Zmieniając tylko kolor z białego na brązowy.


                Felieton ten nie jest biografią. Jest wejściem w Jego sandały, których nigdy nie nosił. Pozwoleniem mu przewiązać się rzemykiem, który rodzi więź. To osobiste spotkanie ze świętym. Jest to apel do Cb, żeby oszaleć. Tylko szalony człowiek może zmieniać świat. Pójść pod prąd miłości... tak jak On. O kim innym mógłbym napisać, jak nie o Nim... po powrocie z Asyżu.


Patrząc na wschód... oszaleć z miłości

                Swoje felietony z tej rubryki zaczynam przekornie. Od wydarzenia, które oddziałuje w niesamowity sposób, robi wrażenie. Tutaj będzie to wyprawa świętego do Ziemi Świętej. Nie byłem tam. W drodze powrotnej z pielgrzymki naszego duszpasterstwa do Asyżu mogłem ją przebyć duchowo. Mianowicie oglądaliśmy film „Klara i Franciszek”. Pierwszy to obraz, który pokazał mi szaleństwo tej wyprawy. Doświadczyłem jak wielkiej rzeczy może dokonać człowiek żyjący we wspólnocie. Jedna osoba robiąca coś z miłości do drugiej. To największe wtrącenie biograficzne, uprzedzam... ale za to jakie.

                1219 Asyż. Wspólnota będzie liczyć niedługo 5 tysięcy braci. Bracia pragną organizacji. Chcą wiedzieć na czym stoją, więc proszą założyciela o spisanie reguły. Jednak lider daje im dziwną odpowiedź - opuszcza ich. Papież Innocenty III zatwierdził sposób ich życia, który był odzwierciedleniem kilku cytatów z Ewangelii. W maju odbywa się Kapituła Namiotów, czyli spotkanie franciszkanów. Niecały miesiąc później dwójka braci udaje się do Egiptu. Nie chciał przynosić tam miecza, a pokój.

                Dwa miesiące poprzez morze i ląd. Pokonując przyrodę, czyli niekończący się piasek, ciało, wołające z pragnienia o wodę, oraz ducha przechodzącego niepewność wiary. Najprawdopodobniej było ich dwóch. „Najbiedniejszy z biednych” wraz z bratem Illuminatem znajdują się w obozie krzyżowców. Kardynał Pelagio widział ich wkład w bitwę poprzez podnoszenie morale żołnierzy. Wywarli jednak w inny sposób wpływ na wojnę.

                Jak bardzo szalonym trzeba być, żeby z miłości wydać się na śmierć? Bardziej precyzyjnie- jak trzeba kochać, żeby przekroczyć czysto ludzkie myślenie? „Łamać schematy” to usłyszałem pewnego wieczoru  od kapłana z parafii św. Wojciecha w Kielcach. Biedaczyna taki był. Wszedł do paszczy lwa-  na terytorium Saracenów. Spotykając ich musiał tylko mówić, wołać: -„Sułtan Malik-al-Khamil”, nie znał przecież języka. Powinien jako chrześcijanin zostać ścięty od razu. Jednak zostaje doprowadzony do sułtana.

                Film pokazuje biograficzne zapiski w sposób wręcz namacalny. Mężowie Asyżu mówią chcą mówić o Jezusie. Sułtan rozbraja ich swoją znajomością Koranu. Mówi, że jest napisane, że Jezus nie chce, aby odpłacać złem za zło. Kończy pytając: -„Mimo to przybyliście tu i robicie wojnę, dlaczego?”. Współbrat Illuminato robi coś fantastycznego. Z prostoty prosi jedynie o przebaczenie. O nic więcej.

                Człowiek w habicie zaprzyjaźnia się z sułtanem. Z propozycją bardzo korzystnego pokoju wraca do obozu krzyżowców. Na to otrzymuje odpowiedź: -„Pewien doktor Kościoła powiedział, że zabicie Saracena nie jest grzechem, ale uwolnieniem świata od zła”. Niestety pyszność i chęć wzbogacenia się wygrała. Bracia z modlitwą o błądzących wrócili do domu.

Patrząc na Boga... szaleć miłością

                Czemu biedaczyna może być patronem dla studenta(ki)? Bo gdyby w Asyżu była Politechnika to jako członek młodzieży na pewno by na niej studiował. Jest różnica pomiędzy studiowaniem, a nauką. On właśnie taki był. Inicjator każdej imprezy. Dzisiaj powiedzielibyśmy „wieczny student”. Miał wszystko - uznanie wśród znajomych, używki i bogatych rodziców. Więc pytanie czemu z tego wszystkiego zrezygnował?  Odpowiedź jest prosta - to tak naprawdę nie było szczęście.

                Krzyż San Damiano. Właśnie prostym krzyżem posłużył się Bóg, żeby zmienić życie biedaczyny. Usłyszał z niego słowa - „Franciszku, idź, napraw mój kościół dom, który, jak widzisz, cały idzie w ruinę”. To było słowo Boga. Pokazało mi to jak wielką wagę może mieć słowo. Ktoś powiedział, że może ono być ostrzejsze od miecza. Czasami może przemieniać czyjąś duszę.

                Dla mnie św. Franciszek,  tak zgadliście o nim jest felieton. Starałem się pisać o „najbiedniejszym” nie używając jego imienia. Podkreślić, że na początku może być odległy. Teraz czas wspomnieć coś o osobistej relacji. Pociągnięciu przez dłoń, wystającą z rękawa habitu, do Boga.

                Jestem z małego miasteczka - Opatowa. Moja rodzina była wierząca. Ale do wieczoru z 3 na 4 października byłem nie świadomy swojego chrześcijaństwa. Była to pierwsza klasa gimnazjum. Jestem z parafii OO. Bernardynów, tego wieczoru odbywał się różaniec, jak co dzień w październiku. Poszedłem z bratem. Stałem z bratem na korytarzu w kościele, a mój sąsiad zaprosił mnie do wspólnego służenia. Nie zwracałem wagi na to wydarzenie, a od tego się zaczęło. Transitus, czyli przejście w dzień śmierci św. Franciszka. Zacząłem się otwierać, dotykać Kościoła i poznawać Pana. Najpierw Opatów, a potem Kielce. Wpisuję na początku rok temu w google: duszpasterstwo akademickie. Okazuje się, że visa vi mojego wydziału jest klasztor kapucynów. Tak to już z moją wiarą jest, że opiekuje się nią święty Franciszek.

               Czekacie zapewne na relację z wrażeń, które pozostawiła pielgrzymka do Asyżu? Odpowiem tak jak czasami wymieniam się z br. Adamem doświadczeniami z jakiegoś wyjazdu, gdy nie ma akurat czasu na rozmowę. W Asyżu było fajnie. Prawda jest taka, że nie możemy się zagubić. To nie miejsce jest ważne. Ważny jest człowiek. Jednak przez to miejsce jest jakby starą fotografią, która zapamiętała jego wygląd, jego duszę. W tym numerze zapewne dużo Asyżu, a jeżeli czujesz niedosyt to zapraszam na salkę „pod Kapciem” to opowiem.

Patrząc na Ciebie... doszukiwać się miłości

                Trzymając się poprzedniego nr powinienem napisać biografię w pigułce. Nie mogłem jednak tego zrobić św. Franciszkowi. Więksi ode mnie pisali o nim. Jeżeli naprawdę będziesz chciał(a) pogłębić swoją wiedzę na jego temat szukaj.  Życiorysów jest kilka, w tym najlepiej zacząć od pierwszego napisanego przez Tomasza z Celano. Potem zalecam poszukać czegoś ze wczesnych źródeł franciszkańskich. Następnie przejść do dzieł dzisiejszych. W pisaniu tego „felietonu większego” korzystałem z dwóch książek „Obrazków z życia św. Franciszka z Asyżu” ojca Sylwestra Niewiadomego i jak to podkreślił br. Adam bezcennej „Na szlakach św. Franciszka z Asyżu” w uzupełnieniu polskim. Niestety są one wręcz nieosiągalne w księgarniach. Oprócz tego zostaje Internet, tylko nie kończ czytania na Wikipedii. Uzupełniałem tą wiedzę przez obejrzenie filmów o świętym. Bezcenny „Brat Słońce, siostra Księżyc”, XXI-wieczny „Święty Franciszek z Asyżu”, czy wcześniejsze produkcje. Na koniec pozostają jeszcze, poszerzające tło całego życia, „Kwiatki św. Franciszka”.

                Literatura, muzyka, teatr, film. Obrazek dziecka z przedszkola, czy fresk z Bazyliki św. Franciszka w Asyżu. Świętego pokazywano przez wielu. Przedstawiany był w wszelkiej formie. Ten artykuł  to tylko mała kropelka, która spływa do oceanu podziękowań za to co Franciszek pozostawił po sobie. Pozostaje tylko dodać, że „brązowy wilk pokory” jest żywy... w naszych sercach, w świadectwie, które pozostawił, w ludziach, którzy dzięki niemu żyją... żyją w Chrystusie.

Sebastian z Asyżu... tego z pamięci.


PS Zdjęcia Radka Czajora i Daniela Mazura.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

O trzecim mędrcu


który nauczył się patrzeć



                (Wstęp z dnia poprzedniego) Dzisiaj w Kościele obchodzimy święto Chrztu Pańskiego. Tym samym kończy się liturgiczny okres Bożego Narodzenia. Dzisiejszy felieton nie będzie jednak o tej uroczystości.  Będzie raczej o nauce patrzenia. Nie będzie jednak żadnych wywiadów z okulistami. „Dobrze widzi sie tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu” - wiedział to już Mały Książę. Właściwie te słowa powiedział do małego bohatera Lis. Przebiegłość to również cecha naszych tytułowych magików. Ukazuje się ona pod koniec Ewangelii. Właśnie o niej będzie rozpoczynający się dzisiaj cykl „Wydestylować wodę”. Tak jak dzisiejszy fragment, będzie ona o niesamowitym spojrzeniu. Mianowicie patrzeniu sercem.  A o szczegółach serii i zmian na blogu napisałem na końcu.

Z Ewangelii wg św. Mateusza; rozdział 2 - Mędrcy ze Wschodu  
 (fragment z http://biblia.deon.pl)
  
Gdy zaś Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon». Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał Prorok:

A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».
Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. 10 Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. 11 Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. 12 A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do swojej ojczyzny.


Część druga.

                Uwielbiam fajerwerki. Zagłębiając się w tą Ewangelię widzę, że mam już nowych patronów. I to jakich. Z pozoru może przypominających trochę klaunów. Na obrazach przedstawiani zawsze w dziwnych czapach i jeszcze ujeżdżający  wielbłądy. Dodatkowo jeden z nich to murzyn. Idąc dalej - cały ten tabor przemierza pół świata. Dojeżdża do Jerozolimy i chwali się, że podążał za jakąś gwiazdką i czeka na narodziny dziecięcia. Wyobraziłem sobie tą szopkę. No po prostu normalnie to nikt by im nie uwierzył. Co najwyżej byliby uznani za nową grupę cyrkową przemierzającą miasto. Musi być w nich coś więcej.

               Wczoraj zatrzymałem się chwilę na niedorzeczności naszych mędrców. Pora pokazać, cytując klasyka, że tylko wariaci mogą zmieniać świat. Dokładnie prawdę o nich pokazuje nam scena ich spotkania z Herodem. Ewangelista podaje, że król się przeraził. Szkoda, że w biblii pewne słowa nie są podkreślane. To powinniśmy pogrubić dwukrotnie. Bo wraz „z nim cała Jerozolima”. Czy słyszeliście, żeby całe miasto było w strachu, bo się PRZERAZIŁO? Może w czasie wojny. Ale armia złożona z trzech żołnierzy? Zapewne Autor przesadził. Może jednak nie.

                Czym przeraził się Herod? Mędrcy mówią o „nowo narodzonym królu żydowskim”. Tylko utraty władzy mógł się przestraszyć ktoś kto już posiadał władzę. Ale przecież było ich trzech, prawdopodobnie „tabor” nie liczył dużej ilości osób? Więc jak mieli ją zdobyć. Albo co najlepsze jak miało to zrobić dzieciątko? Podczas spotkania dochodzi zawsze do spojrzenia w oczy. Ktoś kiedyś powiedział, że są one dziurką od klucza, przez które widać naszą duszę. Duszy nie da się okłamać. A Herod zobaczył prawdę.

                Jednak musiało w nich być coś jeszcze. W wyglądzie zewnętrznym tylko ich wzrok mógł pokazać, że to o czym mówią to prawda. Pomimo ich przebieranek, musiała być w nich taka powaga, że całe miasto uwierzyło. Ja nie wiem jak oni to zrobili. Wiem jedno - właśnie to jest obraz doskonałego chrześcijanina. Patrzeć sercem. Wydaje się, że tak potrafi tylko Bóg.

                Pozostało tylko gdybanie. Co by było gdybyśmy poszli dzisiaj za gwiazdą? Za przeczuciem? Gdybyśmy się uczyli czegoś od Ewangelii. Właściwie wystarczy żeby trzech gości dzisiaj się nauczyło, to świat by się obudził. Taka jest nasza wiara. Nasze bycie tutaj przypomina magików. Bo kim jest dla świata chrześcijanin? Takim przebranym gościem, dziwakiem mówiącym o gwiazdach. Gdybyśmy jednak mówili o tym z całkowitym przekonaniem to ludzie by nam uwierzyli.  Poczekamy, zobaczymy.


                O blogu/ O mniejszych zmianach zamierzam pisać zazwyczaj na końcu, przed post scriptum.  Jak już zauważyliście nowy rok przyniósł zmiany w przejrzystości bloga. Najważniejsza zmiana to uporządkowanie postów w etykiety, a co za tym idzie przejrzysty układ. Druga nowość to zdjęcie w nagłówku, które zapowiada co jest motywem przewodnim danego miesiąca.

                To oczywiście tylko początek zmian. Włączenie piątego biegu odbędzie się dopiero po sesji. Luty zapowiada się ciekawie szczególnie dlatego, że posty nie będą tworzone tylko przeze mnie. Powoli tworzy się coś na kształt składu redakcyjnego. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Druga połowa stycznia to głównie świadectwa. Jeżeli ktoś chciałby się podzielić swoimi przeżyciami z tegorocznego Europejskiego Spotkania Młodych Taizé to proszę bardzo. A jeżeli chciałbyś także pomóc w tworzeniu bloga. Masz szalone pomysły i jesteś kreatywny to zapraszam. /

                Następna odsłona bloga dopiero w weekend. Wszystko przez zaliczenia i najgorsze dwa tygodnie przed sesją. Rekompensatą jest dzisiejszy post. Mam nadzieję, że otworzone serce poruszy paluszki.  Na dyskusje dalej czekamy, a pytania na dziś są następujące:

1. Jeżeli miałbyś marzenie, którego zrealizowanie ograniczałyby tylko pieniądze to do jakiej granicy dążyłbyś, żeby te pieniądze uzyskać? Czy warto rezygnować z marzeń, które wydają nam się nie do osiągnięcia. (Pierwsze zdjęcie).
2. Czy dzisiaj umiemy tak patrzeć jak kiedyś patrzyli trzej magowie? Czy w dzisiejszym Kościele są takie osoby, które nie muszą nic mówić, a sama ich obecność świadczy o Chrystusie?

PS Zdjęcia od Daniela Mazura i Radka Czajora.