niedziela, 16 kwietnia 2017

Dowody na Zmartwychwstanie Jezusa

„Jednym słowem” o. Adama Szustaka na dziś brzmi: wyjście. Cała liturgia Wigilii Paschalnej opiera się na tej prawdzie. Mi z tym słowem kojarzy się exodus bohatera Skazanych na Shawshank: „Andy Dufresne przepłynął rzekę gówna i wyszedł czyściutki po drugiej stronie”. Alleluja! 


Propozycja nie do odrzucenia

Pisanie tekstu o Zmartwychwstaniu to męczarnia. Mądrości jakie można znaleźć w przeróżnych publikacjach, to w większości nudne banały. W letarg najlepiej wprowadzają takie tytuły jak Ogólne normy roku liturgicznego i kalendarza, lektura obowiązkowa dla każdego opiekuna ministrantów, dbającego o to, by jego podopieczni popełnili w trakcie Wielkiego Tygodnia jak najmniej błędów. Jak najmniej, bo doświadczenie uczy, że z Wielkiej Nocy najlepiej wspomina się liturgiczne wpadki. Cały rok Msze odbywają się według tego samego schematu, a żeby przygotować zaledwie trzy dni, to trzeba przeczytać kilkadziesiąt stron samych komentarzy.

W tekście o Zmartwychwstaniu najlepiej pominąć całą liturgię, bo liczba nawiasów, indeksów, czy wyjaśnień będzie dłuższa od właściwego tekstu. Przykład – dlaczego w mojej rodzinnej miejscowości w zeszłorocznym Triduum Paschalnym (czas od wieczornej Mszy w Wielki Czwartek do wieczoru przed Niedzielą Zmartwychwstania) uczestniczyło zdecydowanie mniej osób niż w latach ubiegłych? Może dlatego, że nowy proboszcz Wigilię Paschalną (Msza po zapadnięciu zmroku w Wielką Sobotę) z godziny 22 przesunął na 18, a procesję rezurekcyjną (marsz mający obudzić wszystkich okolicznych śpiochów) z północy na 6 rano w Niedzielę. Powyższy dowód, że każdy liturgista powinien być również zegarmistrzem.

Po co ta cała otoczka? Aby chrześcijanie mogli żyć męką, śmiercią i Zmartwychwstaniem Jezusa. Aby wiedzieli, że Jezus umarł za nasze grzechy, abyśmy mogli żyć również po śmierci. Dla upamiętnienia, że Jezus został skazany nie jak przestępcy za czyny, ale za to, kim był – Mesjaszem, królem Żydów i Synem Bożym. To streszczenie lekcji religii mamy już za sobą.

Nie mam problemu z liturgią. Mam problem z tym, że nie potrafimy mówić o Chrystusie. Kościół to nie debaty o profesorze Chazanie, księdzu Lemańskim, czy Jacku Międlarze. Kościół to unikatowa propozycja. Coś, czego nikt inny nie proponuje. Ludzie odchodzą z Kościoła, bo katolicy próbują im wepchnąć to, co wpycha im świat. Jeżeli chcemy zobaczyć na własne oczy wiosnę chrześcijaństwa, to musimy zaproponować jedno: bezwarunkową miłość Boga. Ludzie nie potrzebują kadzideł, potrzebują, żeby ktoś ich kochał.

Dostając informację o Zmartwychwstaniu, mam ochotę za namową Szymona Hołowni zrobić tylko jedno – zostawić wszystko w cholerę i polecieć za Jezusem! Przeżywać życie. Uczyć się, że chrześcijaństwo nie jest szkołą rezygnacji, a sztuką wyboru. Patrzeć na dzieło artysty, który dla romantycznej randki mógł stworzyć kilkaset gwiazd, a stworzył trzysta tryliardów. Smakować zarówno gołąbków mojej babci jak i mgły z węgorza Wojciecha Modesta Amaro. Chcę biegać, zachwycać, pracować, a później o tym pisać. Umierać z pośpiechem na ustach, ze świadomością, że to był zaledwie zacny prolog.

Czy Zmartwychwstanie można udowodnić? 

Gdyby nie Zmartwychwstanie, to moje życie byłoby bezcelowe. Nie wyobrażam sobie ludzkiej egzystencji, która kończy się na niczym. Taki świat nie zobowiązuje, nie pasjonuje, odpycha. Jest najbardziej smutną kreacją jaką można sobie wyobrazić. Jeszcze smutniejsze jest przekonanie niektórych, że można tak żyć. Bez żadnego planu, bez instrukcji, bez miłości. Bo przecież ja jestem wolny, mogę robić wszystko, to ja decyduję o swoim życiu. Najsmutniejsze będą myśli takiego człowieka przed śmiercią.

Zaraz nasuwa się pytanie, czy właśnie dlatego człowiek nie wymyślił sobie życia po życiu, boga? W liceum byłem na mat-fizie. Chociaż ostatnio zdarza mi się częściej pisać niż liczyć, nadal uważam, że jestem umysłem ścisłym. Obchodzą mnie suche fakty, dowody i logiczność. Byłbym naukowym desperatem, gdybym chciał udowodnić istnienie Boga. Jednak kwestionując wiarygodność Nowego Testamentu, zostałbym ignorantem.

Najważniejszym źródłem, z którego można się dowiedzieć o Zmartwychwstaniu Chrystusa jest Biblia oraz przekazywana z pokolenia na pokolenie Tradycja Kościoła. W przypadku Nowego Testamentu istnieje ponad 24 tysiące jego manuskryptów. Około 5600 z nich została napisana do 100 lat od opisywanych wydarzeń, czyli z okresu, w którym żyli naoczni świadkowie Zmartwychwstania Jezusa. Dla porównania istnieje tylko pięć manuskryptów Poetyki Arystotelesa z 1100 r., której oryginał został napisany na 300 lat przed Chrystusem. Podobnie jest z innymi dziełami starożytnymi (por. Mike Licona, The Resurrection of Jezus: A New Historiographical Approach).

Josh McDowell w Jezus. Więcej niż cieśla zacytował prof. Clarka H. Pinnocka, specjalistę w dziedzinie krytyki tekstu: „Nie ma innego dokumentu będącego wytworem świata antycznego, który byłby poświadczony  tak wspaniałym zestawem tekstowych i historycznych dowodów i który przedstawiałby tak znakomite źródło danych historycznych, które można rozumnie wykorzystać. Uczciwy [człowiek] nie może odrzucić takiego skarbu”.

Dla niektórych dowodami na Zmartwychwstanie Jezusa jest płótno grobowe z odbiciem ciała oraz chusta z Manoppello z wizerunkiem twarzy. W 2011 r. Ośrodek Badań Jądrowych we Frascati pod Rzymem przeprowadził badania nad negatywem fotograficznym widniejącym na Całunie Turyńskim. Jak twierdzą naukowcy trójwymiarowy obraz musiał powstać na skutek promieniowania. Obliczyli oni, że energia potrzebna do powstania obrazu na Całunie, musiała mieć moc bliską 34 bilionom watów promieniowania ultrafioletowego próżniowego. Obecnie posiadamy urządzenia, które potrafią wytworzyć identyczne promieniowanie, ale o sile zaledwie kilku miliardów watów.

Dla mnie najważniejszym dowodem na Zmartwychwstanie Jezusa jest jego wpływ na życie innych. Poruszają mnie historie ludzi, którzy dzięki Jezusowi powstają z martwych już tutaj. Pamiętam książkę Henryka Krzoska Bóg znalazł mnie na ulicy i co z tego wynikło – historię bezdomnego alkoholika. Zmartwychwstanie to życie dzięki Jezusowi. Alkoholik potrafi odstawić flaszkę. Znajoma adoptowała niepełnosprawne dziecko. Mi chce się żyć. Bo, przepraszam za szczerość, gdybym nie wierzył w Zmartwychwstanie, to już dawno popełniłbym samobójstwo.

Jeżeli człowiek ma dzisiaj uwierzyć w Zmartwychwstanie, to musi je zobaczyć. W oczach, w wyborach, w podejściu do innych. Ja widzę je w mojej babci, franciszkanach, ludziach z duszpasterstwa. Nie ma co czekać na anielskie ogłoszenia, cuda, znaki. Bo czy może być większy znak niż Zmartwychwstanie? Ja wierzę. Chciałbym ufać. Chciałbym żyć tak, żeby ludzie widząc mnie na ulicy pukali się w czoło. Żeby na kilometr było widać, że gram w innej lidze. Żeby czytając moje teksty ludziom zapierało dech, że można żyć Zmartwychwstaniem.